RSS
 

totalna hipnoza

26 wrz

odsypiam te bezsenne noce . przygotowanie się do ślubu neli było wyczerpujące. z jednej strony fajnie sie grało na próbach u maciusia, z drugiej natomiast czułem jak stres mnie chwyta. muzyczne elementy nabożeństwa ślubnego przećwiczyliśmy solidnie i wydawało mi się, że jest ok. było ok do momentu kiedy miałem zagrać pachelbela w towarzystwie perkusji i akordeonu. ręce zrobiły sie sztywne (pewnie z zimna), z głowy uciekły wszystkie informacje o tym jak grać i co grać. zaczęliśmy, ale już po kilku taktach chciałem to zakończyć. chłopaki widzieli, że mi nie idzie, ale maciuś nie zgodził sie na żadne finito. grałem ten utwór co chwile od poczatku nie mogąc znaleźć środka. a w związku z tym nie zbliżałem sie do końca ani na krok. i trwałbym w tej pętli gdyby maciuś nie wpadł na genialny pomysł, który rzucił mi w postaci kilku dosadnych słów w chwili przestoju – „improwizuj”. od dej chwili coś sie tkało. nie zmienia to faktu, że zakończyliśmy utwór z gitarzystą koloru buraka. ze wstydu.
najciekawsze spotkało mnie kilkanaście minut po zakończeniu utworu – pięć osób spotkawszy mnie w tłumie wyraziło podobną myśl, że całe nabożeństwo było piękne, ale ten ostatni utwór na gitarze to było dopiero coś. jeden gość powiedział nawet – „ciągle mi w uszach siedzi ten główny motyw grany na gitarze”. chyba zatem stało się coś co można nazwać narodzinami nowej kompozycji ślubnej.
ja pierniczę.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS